środa, 11 czerwca 2014

Rozdział trzeci

Dziękuję serdecznie za komentarz i pokornie proszę o kolejne ;)
Jak tam pogoda u was, kochani? U nas w Poznaniu jest gorącoooo >< Normalnie nie wyrabiam, a tutaj sesja za rogiem OO. No cóż, trzymajta kciuki. 
Smacznego!

Rozdział Trzeci
Spotkanie po latach

Dzień dwudziesty trzeci czerwca został oficjalnie ustalony jako pokonanie Voldemorta i uznany świętem narodowym, a Minister McPhills ochrzcił go jako Dzień Zwycięstwa. Ludzie już na całego świętowali czas pokoju, a przemierzając ulicę Pokątną, Lily z uśmiechem patrzyła na nowopowstałe sklepy i kolorową masę czarodziejów.
Musiała przyznać, że tęskniła za tym kolorytem i dającą się czuć w powietrzu, magią. Jeszcze kiedy uczęszczała do Hogwartu, Pokątna była taka jaskrawa, głośna, aż do przesady czarodziejska. Wraz z nastaniem wojny stragany zamknęły się, a szyby wystaw zdobiły ogłoszenia o zbiegłych Śmierciozercach czy nazwiskach zabitych w ostatnich obławach.
Wzdrygnęła się, odganiając ponure wspomnienia. Zamiast tego dziarsko kroczyła do kawiarni, gdzie umówiła się z Huncwotami. Mijani ludzie poklepywali ją po plecach, gratulując i jednocześnie żałując syna. Lily irytowało to uwielbienie ludzi, czuła się niczym jakaś matka zbawiciela.
Kawiarnia Floriana została w pełni odnowiona i teraz ogródek był o wiele większy, wybiegając na chodnik, od którego odgradzał się szklanym płotem, na których wiły się niczym węże magiczne stworzenia.
Już przy jednym ze stolików zauważyła trójkę mężczyzn, którzy żartowali ze śmiechem. Lily aż uśmiechnęła się na ten widok. Nareszcie widziała jak jej mąż znowu zaczął żartować. Od początku wojny James spoważniał, a po wpadnięciu przez Anthony’ego w śpiączkę, prawie chodził cały czas markotny i blady. Na szczęście poszukiwania Harry’ego i dowiadywanie się o jego życiu na nowo rozpaliło w nim ten dawny płomień. Dostali nadzieję – w jednej chwili mogli odzyskać zarówno Anthony’ego, ale również Harry’ego.
– Cześć wszystkim – przywitała się, całując Jamesa w usta. – A wam co tak wesoło?
Usiadła na jednym wolnym krześle, patrząc po mężczyznach.
– A nic, Syriusz opowiada o swojej randce z Kim z Departamentu Gier – odpowiedział Remus, a jego oczy błyszczały wesoło.
– To była porażka – jęknął Łapa na dowód. – Rumieniła się i jąkała całą kolację. Myślałem, że zaraz zejdzie mi ze świata.
Lily zachichotała, przypominając sobie drobną Kim Stuart, która faktycznie miała duże problemy ze swoją chorobliwą nieśmiałością. Filigranowa blondynka kochała się w Syriuszu od kilku dobrych lat i na samym początku potrafiła nawet mdleć w jego obecności.
– To zbieramy się? – spytał James, zmieniając temat. Wesołość ustąpiła miejscu determinacji. Dzisiaj mieli wybrać się do domu Harry’ego, by z nim porozmawiać.
– Ciekawe czy będzie chciał z nami rozmawiać – powiedział Remus, a każdy skupił się na jego słowami. Lily sama zastanawiała się i denerwowała na myśl o tym spotkaniu. Jak Harry zareaguje na ich widok? Będzie chciał rozmawiać czy może zamknie im drzwi przed nosem?
– Damy radę – rzucił dziarsko James, wstając od stołu. Zaraz się wszyscy zebrali, żegnając jeszcze z kelnerką i kierując w stronę niemagicznego Londynu. Wcześniej zdecydowali, że dostaną się do domu ich syna za pomocą mugolskiej taksówki – myśleli początkowo o teleportacji, ale nie znając terenu, nie chcieli dokładać pracy amnezjatorom z Ministerstwa, gdy ich niespodziewane pojawienie zobaczy przypadkowy mugol.
Taksówką jechali w milczeniu, Lily siedziała z przodu, jako jedyna zaznajomiona z tego rodzaju transportem, spoglądając na mijane domy i ulice. Przyjazd spod Dziurawego Kotła na Knight Street 5A zabrał im dobrą godzinę, za którą Lily musiała słono zapłacić. Mimo wszystko życzyła kierowcy miłego dnia, gdy wychodzili.
Rozejrzała się dookoła po ulicy, gdzie po dwóch stronach znajdowały się domki jednorodzinne z garażami i regularnie zasadzone drzewa.
– Przyjemnie tu – stwierdził Remus. Każde z nich przytaknęło nerwowo, po czym z pewnym ociąganiem spojrzeli na ten szczególny dom. Był dwupiętrowy, pomalowany na beżowo z oknami i drzwiami z ciemnego drewna. Na ganku stała, poruszana przez wiatr, ogrodowa ławka i miski dla psów. Na pierwszy rzut oka dom wyglądał zwyczajnie, podobnie jak wiele innych, które w życiu widziała Lily, jednak wyraźnie czuła pod skórą, bijącą od budynku magię. Nie była ona nachalna, jedynie muskała jej skórę.
– Idziemy – zarządził odważnie Syriusz, robiąc pierwszy krok. Po chwili byli już na ganku przy drzwiach, gdzie przyczepione były tabliczki z nazwiskami lokatorów.
„N.&L. Malfoy”
„H.&Y. Potter”
„I. Wildson”
„J. Yaxley”
– Doborowe towarzystwo – mruknął ironicznie Syriusz, choć wiedzieli już, że żadne z tych dzieciaków nie działało w szeregach Voldemorta. Z tego, co udało się ustalić Jamesowi, każdy z nich odpowiednio wcześniej odciął się od wpływu rodziny, co tylko wywołało ulgę u Lily.
– To co? – spytał Remus, układając pięść na drzwiach. Jego miodowe oczy spojrzały po wszystkich, wyszukując jakiś oznak, że nie powinien tego robić, ale nie znajdując nic, zapukał.
Lily słyszała jak krew szumi jej w uszach, a serce mocno bije w piersi. Denerwowała się jak diabli, nie wiedząc co może zastać, kiedy otworzą się drzwi. Te otworzyły się szybko, jednak nie zobaczyła nikogo na wprost swoich oczu, dopiero kiedy zerknęła w dół, ujrzała dziecko.
Chłopczyk ubrany był w kombinezon brązowego misia i zarzucony miał na główkę kaptur z uszkami. Jego duże, zielone oczy patrzyły na nich z zaciekawieniem, a w jednej rączce trzymał kurczowo lizaka. Przez kilka chwil wpatrywali się w siebie nawzajem.
– Cześć – przerwał w końcu ciszę Remus, wyrywając wszystkich z konsternacji. Dziecko przekrzywiło główkę. Chłopczyk mógł mieć koło pięciu-sześciu lat na oko Lily.
– Cześć – odpowiedział malec.
– Jestem Remus, a ty?
– Mama nie pozwala mi rozmawiać z obcymi – odpowiedziało dziecko, liżąc swoją słodycz, na co dorośli uśmiechnęli się rozbawieni.
– A jest może mama?
– Nie – chłopczyk pokręcił główką.
– A ktoś dorosły? – spytał James. Dziecko spojrzało na niego i zaraz zmarszczyło brwi.
– Wyglądasz jak tata – stwierdził, wytykając palcem.
– Jestem jego tatą – odpowiedział James, kucając na wprost chłopca.
– Tatą taty? – upewniło się dziecko, dotykając niepewnie policzka Jamesa, by zaraz zabrać rękę z dziecięcą płochliwością. Przyjazny uśmiech jednak nie schodził z oblicza Rogacza.
– Tak. I jest może w domu twój tata?
– Jest w pracowni – zgodził się chłopczyk, po czym odwrócił i krzyknął: – TATO!
Dom zatrząsł się, a wszyscy dorośli podskoczyli zaskoczeni mocą krzyku. Bez wątpienia dziecko właśnie wykorzystało magię sonorusa.
–  Ma płuca – rzucił Syriusz ze śmiechem. Naraz rozległy się szczekania, a przy dziecku pojawiły się dwie mordy psów. Jeden z nich pociągnął dziecko do tyłu za rękaw, a drugie wyszło na przód, szczerząc kły na dorosłych.
– Psidwaki – mruknął Remus, a ciemna masa skupiła się na nim.
– Star, Lemo, spadać stąd – rozległ się już męski głos, a pies warknął jeszcze na odchodnym. W drzwiach pojawiła się twarz Harry’ego Pottera, który zamarł na chwilę, widząc gości. Zamrugał zaskoczony zza kwadratowych szkieł, po czym odkrząknął.
– Witam mamo, tato, wuju Syriuszu i wuju Remusie – przywitał się. – Zapraszam.
Lily weszła do środka jako pierwsza, a zaraz za nią trójka mężczyzn. Harry w tym czasie kucnął do synka.
– Gabi, kochanie, pamiętasz, jak tatuś prosił, byś nie krzyczał tak głośno? – spytał delikatnie.
– Ale miałem cię zawołać – chłopczyk zmarszczył brwi, a przy jego bokach dalej kręciła się psia morda, która za wszelką cenę starała się dorwać lizaka. Harry zdzielił psa w nos.
– Star, zostaw, to nie twoje – pouczył psa Harry, wstając. – Gabriel, a gdzie Feilx?
– W ogrodzie z wujkiem Ingiem. Lata na miotle.
– Pójdź do nich, dobrze? – pogłaskał chłopca po główce, po czym przeniósł spojrzenie na przybyłych.
– Zapraszam do salonu. Coś do picia? Kawy, herbaty? – spytał, pokazując gestem dłoni na otwarte drzwi.
– Nie, dziękuję – odpowiedziała Lily, ciekawie rozglądając się dookoła. Salon był pomalowany na przyjemny odcień zieleni, z sofą, fotelami i stoliczkami. Pod ścianami stało kilka regałów z książkami i bibelotów.
Kiedy w końcu usiedli naprzeciw siebie, nastała niezręczna cisza.
– Wasza… wizyta jest dosyć niespodziewana – powiedział Harry, mrużąc oczy. – Mogę poznać jej cel?
– My… – Lily zamilkła, zdając sobie sprawę, jak egoistycznie zabrzmi ze swoim żądaniem.
– Masz dzieci – powiedział zamiast tego James.
– To prawda. Drzwi otworzył wam Gabriel, pierworodny, Kostek i Es śpią. Mniemam, że jednak chęć poznania wnuków was tu nie przywiodła.
– Nie wiedzieliśmy o nich – próbowała się naraz usprawiedliwić Lily.
– Zaskoczony jestem, że się dowiedzieliście o tym, gdzie mieszkam i że żyję – prychnął Harry.
– Nie mów tak do matki – zrugał go James. Syriusz i Remus  milczeli. Harry nachylił się nad stołem.
– Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie, ojcze, bo nie będę się poprawiał. Lily jest jedynie kobietą, która mnie urodziła, a ty jedynie mężczyzną, który mnie spłodził. Nie jesteście moimi rodzicami, dlatego nie macie prawa oczekiwać szacunku, na który nie zasługujecie, żadne z was czwórki. A przede wszystkim, nie będziesz rozkazywał mi w moim własnym domu, więc teraz przejdźcie do tego, czego chcecie ode mnie, albo odejdźcie – głos Harry’ego był spokojny, jednak Lily czuła jak zamrażał jej serce. W pomieszczeniu dało się wyczuć przytłaczającą magię, która zabierała czwórce oddech.
– Harry – w drzwiach nagle pojawił się mężczyzna ubrany w żółtą koszulkę i jeansowe spodnie. – Uspokój swoją magię, chyba, że chcesz obudzić dzieciaki.
Na słowa przybyłego magia natychmiast wyparowała.
– Przepraszam, Ing. Obudziłem kogoś?
– Nie, ale panuj nad tym – mężczyzna obrzucił gości Harry’ego dziwnym spojrzeniem, po czym zniknął. Lily już chciała zadać pytanie o tego czarodzieja, jednak nie mogła się zebrać na odwagę. Po co oni tu tak naprawdę przyszli? Kiedy to omawiali, plan wydawał się o wiele sensowniejszy.  
– Więc? – Harry ponownie zwrócił się do nich. To Remus zdecydował się na odpowiedź.
– Jak wiesz, Voldemort został pokonany.
– Wiem – skinął głową.
– Anthony i Voldemort byli ze sobą połączeni mentalnie, i teraz, kiedy Voldemort nie żyje, połączenie się zerwało. Anthony jest w śpiączce i nic, co do tej pory próbowano zrobić, go nie obudziło – tłumaczył spokojnie Remus. – Uzdrowiciele mówią, że zadziałać może bliźniacza wieź.
– Jak zawsze Anthony, co? – Harry uśmiechnął się ironicznie, a coś błysnęło w jego oczach – Niestety wątpię, by to było możliwe.
– To twój brat! – krzyknęli naraz James i Syriusz.
– Poprzez krew – zgodził się Harry. – Nic innego nas jednak nie łączy. Do wykonania tego rodzaju magii, by go obudzić, potrzeba głębokiej, obustronnej więzi. Mnie i Anthony’ego łączy jedynie krew, nic poza tym. Jesteśmy bliźniakami, ale nie mamy bliźniaczej więzi jak większość bliźniąt. Już prędzej powinniście spróbować waszej więzi rodzica z synem.
– Próbowaliśmy – westchnęła Lily. – Nie podziałało.
– Przykro mi – odpowiedział Harry. – Niestety ja nie jestem w stanie nic zrobić. Jeśli wasza więź nie wystarczyła, moja tym bardziej.
– Nawet nie spróbujesz? – spytał zaskoczony Syriusz. – Przecież to twój brat! Twoja rodzina!
– Wuju Syriuszu, moja więź z Anthonym jest na tym samym poziomie, co była twoja z twoim własnym bratem – odpowiedział bezlitośnie Harry. Syriusz zamilkł jak zaklęty.
– Harry, posłuchaj, wiem, że możesz mieć żal do nas… – zaczęła Lily, przełykając gulę w gardle. – Nie wiem co się stało, że tak wyszło, ale stało się. Możesz nas nienawidzić, obwiniać, ale Anthony… on… On nie jest temu winny.
– Tu się mylisz, matko – prychnął ironicznie Harry, po czym wstał. – Nie jestem w stanie pomóc Anthony’emu, a teraz wybaczcie, mam pewien projekt do dokończenia.
– I już? Poddasz się? – spytał James ze złością malującą się na twarzy.
– Jak mówiłem, nie jestem w stanie nic zrobić. Przykro mi.
– Nic się nie dziwie, że cię nie pamiętam teraz – prychnął James, wychodząc szybko z pomieszczenia. Lily posłała Harry’emu rozżalone spojrzenie i wyszła razem z Syriuszem. W salonie został tylko Remus.
– W czymś jeszcze mogę pomóc, wuju Remusie? – spytał Harry, słysząc jednocześnie donośne trzaskanie drzwiami.
– Nie mógłbyś chociaż spróbować? – spytał spokojnie Lupin. Jako jedyny z nich wszystkich był opanowany i potrafił przeanalizować sytuację.
– To zbyt ryzykowne – odpowiedział Harry, wzdychając i ponownie siadając – Dla was to nie stanowi problemu, ponieważ poświęcilibyście Anthony’emu wszystko, obojętnie jaka wysoka byłaby cena.
– Nie rozumiem – Remus zmarszczył brwi. Harry splótł dłonie ze sobą.
– To prawda, że moja bliźniacza więź z Anthonym powinna być w stanie obudzić go ze śpiączki, jednak tak naprawdę przestała istnieć, kiedy mieliśmy koło dziesięciu lat. W tej chwili łączy nas tylko krew, zerwaliśmy wszystkie inne połączenia ze sobą. Gdy teraz zaryzykuje i spróbuje pomóc, nasza więź może aktywować się na nowo.
– Czy to złe? – spytał Remus, nie rozumiejąc.
– Dla Anthony’ego nie, ale dla mnie tak. Poprzez bliźniacze więzi można wysyłać swoje myśli, uczucia i magię. W tej chwili Anthony jest na przepaści poprzez złamania więzi z Voldemortem, więc kiedy odtworzy się nasza, może mnie to nawet zabić czy wyssać moją magię.
– Jak to?
– To dlatego zerwałem tę wieź – przyznał Harry. – Od dziecka miałem o wiele mniej mocy niż Anthony, dlatego też rodzice podejrzewali u mnie charłactwo, pamiętasz?
Remus kiwnął głową. Pamiętał te rozmowę z Jamsem, okropione bezsilnością i ogromnym wstydem.
– Prawdą jest, że Anthony po prostu zabierał mi moją magię poprzez nasze połączenie.
Lupin otworzył szerzej oczy, na co Harry uśmiechnął się smutno.
– Wątpię, by robił to świadomie. Z tego co udało mi się później dowiedzieć, wywnioskowałem, że przez atak Voldemorta w pamiętne Halloween, nasza więź się przekształciła i Anthony zaczął czerpać ze mnie magię. Dlatego nie mogę wam pomóc. Ryzyko jest zbyt wielkie.
Chwila ciszy zapadła między nimi.
– Czy… czy ktoś wiedział?
– Nie – Harry pokręcił głową. – Dowiedziałem się przez przypadek, kiedy trafiłem do św. Munga koło moich ósmych urodzin ze Smoczą Ospą. Podsłuchałem uzdrowicieli, którzy rozpoznawali u mnie oznaki wyczerpania magii. Byłem wówczas całkiem mocno zazdrosny o Anthony’ego, więc nie trzeba było długo szukać winnego – westchnął. – Skoro znaleźliście mnie, prawdopodobnie dokopaliście się do mojej teczki. Znacie moje akta, nie mogę pozwolić sobie na tak ryzykowny krok. Mam rodzinę, która może odpowiedzieć za moją pracę, a ja muszę być w stanie ją ochronić.
Remus kiwnął głową, rozumiejąc. Z jednej strony miał nadzieję, że Harry mimo wszystko i tak zaryzykuje, pomagając Tony’emu, ale z drugiej potrafił zrozumieć Harry’ego. Stawka była zbyt wysoka, by ten mógł ryzykować.
– Wybacz nam, Harry – powiedział cicho Remus, wstając ze swojego miejsca. – Żadne z nas nie wie, jak to się stało, że tak cię potraktowaliśmy, ale zrobiliśmy to. Jest nam wszystkim przykro.
– Widziałem – Harry prychnął, samemu wstając.
– James… on… On i Lily przeżywają teraz trudne chwile…
– Nie tłumacz ich, Remusie. Robiłem to przez całe moje dzieciństwo, aż zrozumiałem, że to bez sensu – Harry poprowadził go w stronę wyjścia. – Na samym początku naprawdę byłem wściekły i rozżalony na nich, na was wszystkich, ale teraz… Teraz po prostu już nic dla mnie to nie znaczy. Mam swoją własną rodzinę, uporałem się z przeszłością i żyję dalej.
– Rozumiem – Remus kiwnął.
– Do zobaczenia może kiedyś, wuju Remusie – Harry uścisnął mu dłoń, otwierając drzwi.

– Miejmy nadzieję, że w lepszych okolicznościach. 



Obserwatorzy